Rzadko na naszych terenach można spotkać rodowitego warszawiaka, który z gminą Cedry Wielkie związany byłby niemal całe swoje życie. Niewątpliwym wyjątkiem jest pan Jan Kozłowski, który urodził się w 1936 roku w stolicy, ale niemal całe swoje długie życie – w odróżnieniu od swoich sióstr – spędził na wsi. Warto dodać, że już w 2028 roku mieszkaniec Kiezmarka będzie obchodził 80-lecie pobytu w naszej gminie.
Rodzina Kozłowskich pochodzi z Warszawy.
– Kiedy rozpoczęła się wojna, tata zabrał nas do Aleksandrowa w Puszczy Kampinoskiej, gdzie mieszkali dziadkowie. Tam na świat przyszło na świat moje rodzeństwo. Dziś mogę żartować, że ja urodziłem się w mieście, a resztę życia spędziłem na wsi, a moje siostry odwrotnie – przyszły na świat na wsi, a życie przeżyły w mieście – wspomina Jan Kozłowski.
Mieszkaniec Kiezmarka przyznaje, że miejskie życie nigdy nie było mu bliskie. Jego ojciec, Bolesław, nie służył w wojsku z powodu niepełnosprawności. Przed wojną zajmował się rozwożeniem pieczywa w Warszawie, a później pomagał dziadkom w gospodarstwie i podejmował dorywcze prace u okolicznych rolników. Mama, Czesława, zajmowała się wychowaniem dzieci.
– Pamiętam, że w tamtych okolicach Niemcy mieli w czasie wojny kanał przerzutowy między Generalną Gubernią a Rzeszą. Jeden z punktów znajdował się w pobliskiej Brzozówce i był pilnie strzeżony. Do dziś pamiętam niektóre imiona, a nawet nazwiska Niemców, które często brzmiały jak polskie. W 1948 roku musieliśmy uciekać z Puszczy Kampinoskiej z powodu powodzi. Całą rodziną przenieśliśmy się do Podwala, czyli dzisiejszego Kiezmarka. Po kilku latach zostałem tu sam, a reszta rodziny wyjechała do Zielonej Góry. Do dziś mieszka tam moja siostra – opowiada jubilat.
W Kiezmarku pan Jan uczęszczał do szkoły, gdzie poznał swoją przyszłą żonę Halinę. Ślub wzięli w 1955 roku. Jej rodzina, pochodząca z terenów dzisiejszej Białorusi, również doświadczyła trudnych losów. Po okresie życia w centralnej Polsce wyjechali na wschód, skąd na początku lat 40. musieli uciekać, zagrożeni przez sąsiadów. Ostatecznie także trafili do Kiezmarka.
Pan Jan pracował w Państwowym Ośrodku Maszynowym, następnie w spółdzielni produkcyjnej oraz na kolei wąskotorowej. Wraz z żoną wychowali czworo dzieci. Dziś jubilat może cieszyć się dużą rodziną, bowiem doczekał się 13 wnucząt i 12 prawnucząt.
– Wolnego czasu nie miałem wiele, ale lubiłem pracować w ogródku i chodzić na ryby. Największą rybą, jaką złowiłem, był sandacz ważący 6,5 kilograma – mówi z uśmiechem. – Nie mam recepty na długie życie. Myślę, że najważniejsze to dobrze się odżywiać i zachować pogodę ducha.
- Z okazji tak pięknego jubileuszu raz jeszcze składam Panu Janowi najserdeczniejsze życzenia zdrowia i spokoju. Niech każdy dzień przynosi Panu radość, a kolejne lata upływają w poczuciu dumy z pięknego życia i wśród kochającej rodziny – mówi wójt gminy Dawid Pietrucha, który również odwiedził z życzeniami i drobnym upominkiem czcigodnego jubilata.





































