Po czterech dekadach codziennej pracy drzwi gabinetu zamknęły się nieco ciszej niż zwykle. Dla Izabeli Klawy to jednak nie koniec, lecz początek i długo wyczekiwany moment, w którym wreszcie będzie czas na marzenia odkładane „na później”.
Z Urzędem Gminy Cedry Wielkie była związana od 1985 roku. Świeżo upieczona absolwentka liceum ekonomicznego chciała jak najszybciej stanąć na własnych nogach i zacząć pracę. Pomógł przypadek i życzliwość koleżanki, która przekazała wiadomość o wolnym etacie. Tak młoda Iza trafiła do urzędu i jak się okazało na całe zawodowe życie.
Zaczynała jako referent ds. handlu i usług, zajmując się działalnością gospodarczą i wydawaniem kartek żywnościowych. Później przyszedł czas na podatki i opłaty, aż w 2003 roku objęła stanowisko w kasie. Przez wszystkie te lata jej praca miała wspólny mianownik: ludzi.
- Kontakt z mieszkańcami był najważniejszy i dawał mi satysfakcję – przyznaje dziś z uśmiechem.
Emerytura, na którą czekała od dawna, wcale nie oznacza odpoczynku w fotelu. Lista planów jest imponująca. Nauka języka – może włoskiego, podróże, zajęcia na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, a także ogród, który ma rozkwitnąć tak, by przypominał mały cud natury oraz wnuczęta, które będą zapewne na samej górze listy planów.
- Planów mam dużo, tylko nie wiem, czy wystarczy mi na nie czasu – mówi z charakterystyczną dla siebie skromnością.
Najbardziej będzie jej brakowało ludzi, a przede wszystkim koleżanek z pracy, z którymi spędziła większą część życia. W urzędzie zostawia nie tylko dokumenty i biurko, lecz także cząstkę siebie: życzliwość, cierpliwość i pamięć o tysiącach spraw mieszkańców.
Słowa podziękowania przekazał również wójt Dawid Pietrucha, który podkreśla, że 40 lat pracy to świadectwo niezwykłej lojalności i oddania samorządowi.
- Dziękuję za wszystkie lata rzetelnej służby na rzecz naszej gminy. Życzę zdrowia, spełnienia planów i wielu powodów do uśmiechu w nowym etapie życia – zaznaczył.
Choć pewien rozdział dobiegł końca, historia Izabeli Klawy trwa dalej, ale już nie w rytmie urzędowego kalendarza, lecz własnych marzeń, na które wreszcie przyszedł czas.












































