Pochodzi z niewielkiej wioseczki na Lubelszczyźnie – Łysaków-Kolonia niedaleko Zaklikowa, ale od ponad 70 lat jej życie nierozerwalnie związane jest z Żuławami Gdańskimi i naszą gminą. Najpierw były Leszkowy, później na chwilę Łódź i wreszcie Cedry Wielkie. Dziś Maria Ambroziak świętuje wyjątkowy jubileusz – 90. urodziny – a jej historia jest opowieścią o powojennych losach wielu rodzin, które budowały tu swoje nowe życie.
Pani Maria wychowywała się w licznej rodzinie – miała dwie siostry i dwóch braci. Mama, Bronisława, zajmowała się domem i dziećmi, a tata Feliks pracował w tartaku. To właśnie ta praca uchroniła go przed wywózką do obozu koncentracyjnego, prawdopodobnie do Treblinki.
– Właściciel tartaku uratował swoich pracowników, w tym również naszego dziadka, przed pewną zagładą – wspomina córka jubilatki, Anna. – Po wojnie dziadek dowiedział się, że na Żuławach są domy przeznaczone do zasiedlenia. Najpierw pojechał na rekonesans, a potem ściągnął całą rodzinę.
I tak pod koniec lat 40. dziadkowie zamieszkali w Leszkowach. Rodzina nie przyjechała jednak w komplecie. Najstarsza córka Czesława została wywieziona na roboty do Niemiec, a najmłodsza Genowefa trafiła do fabryki papierosów. Losy rodzeństwa potoczyły się różnie: Czesława po wojnie wróciła do Polski i zamieszkała w Łodzi, a Genowefa poznała Polaka i osiadła w Belgii.
Pani Maria skorzystała z gościnności siostry w Łodzi, gdzie ukończyła szkołę, jednak szybko wróciła na Żuławy, by pomagać rodzicom w gospodarstwie. Przez kilka lat pracowała również w Gromadzkiej Radzie Narodowej – dzisiejszym Urzędzie Gminy w Cedrach Wielkich, zajmując się m.in. sprawami meldunkowymi. To właśnie tutaj poznała swojego przyszłego męża Jana, pochodzącego spod Warszawy.
– Tata przyjechał na Wybrzeże razem z kuzynem, by odgruzowywać Gdańsk – opowiada Anna. – Później został komendantem posterunku milicji w Cedrach Wielkich, a w międzyczasie ukończył szkołę w Szczytnie. W końcu jednak zamienił mundur na spokojniejszą pracę w Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska”. Mama zajęła się domem i wychowaniem dzieci – moim i brata Lecha.
Codzienność nie była łatwa. Sklepy świeciły pustkami, dlatego pani Maria własnoręcznie robiła na drutach czapki, szaliki, skarpety i swetry dla dzieci. Wolne chwile dzieliła między dom, rodzinę i pomoc rodzicom w gospodarstwie.
– Kiedy przyjechaliśmy na Żuławy, wiele domów było zniszczonych. Ucierpiała szkoła, apteka, kościół – wspomina jubilatka, która dziś lubi sięgnąć po książki, zwłaszcza kucharskie. – Cenię prostą, domową, polską kuchnię i domowe przetwory – dodaje.
Dziś pani Maria cieszy się spokojem, czasem spędzanym w ogrodzie i obecnością najbliższych. Ogromną radość dają jej trzy prawnuczki: Janina, Krysia i Basia.
- Z okazji 90. urodzin raz jeszcze składam Pani Marii najserdeczniejsze życzenia: zdrowia, pogody ducha, spokoju i wielu chwil wypełnionych uśmiechem. Niech każdy kolejny dzień przynosi życzliwość ludzi, ciepło rodzinnego domu i satysfakcję z pięknego, bogatego życia, które stało się częścią historii również naszej gminy – życzy wójt Dawid Pietrucha, który odwiedził czcigodną jubilatkę w jej domowym zaciszu.





































